Po godzinach
Gazetka Szkolna
"Wśród nas"
(Wiosna/Lato 2009)
WSTĘP
Z
pewnością niejeden uczeń nuci już sobie znany przebój kabaretu OTTO:
„Wakacje,
znów będą wakacje”. Tak, Moi Drodzy. Wakacje za pasem i dla większości z nas
wiążą się one z czymś przyjemnym, upragnionym. Ten wytęskniony wypoczynek
cieszy też, oczywiście, uczniów trzecich klas, jednak w naszym przypadku radość
ta jest pomieszana ze smutkiem i tęsknotą, bo rok szkolny 2008/2009 był dla nas
ostatnim w murach tej szkoły. Nie ma co kryć, zadomowiliśmy się tu i żal będzie
opuszczać „stare śmieci”. Ale, niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy.
Ruszamy w świat, każdy w swoją stronę.
Jednak odrzućmy na razie smutki na
dalszy plan. Nie wybiegajmy myślami w przyszłość, do nieznanego liceum. Cieszmy
się tym, co jest teraz: końcem roku i, naturalnie, wakacjami.
W imieniu redaktorów gazetki oraz jej opiekunów życzę wszystkim uczniom,
również tym z trzecich klas, udanego wypoczynku, najlepiej gdzieś na gorącej
plaży lub wśród górskich strumyków. Korzystajcie z wolnego czasu, bo te chwile
nie będą trwały wiecznie!
W imieniu redakcji - Ola
Aleksandra Piasecka III e
Szmaragdowa sukienka (cd.)
Z dedykacją dzieciom Anny i Lucjana Kotyńskich:
Irenie,
Teodorowi, Helenie, Jadwidze, Anieli, Zdzisławowi i
Leszkowi.
II wojna światowa skończyła się w 1945
roku. Mijały miesiące i lata. Miłość między Anną, a Lucjanem trwała tak, jak
zawsze. Dobrze czuli się w roli rodziców. Po Irenie urodzili się następni
potomkowie ich rodu. Byli to Teodor, Helena, Jadwiga, Aniela, Zdzisław i
Leszek. Dzieci wesoło spędzały czas w Pogorzałkach, bawiły się, biegały po
łąkach i polach. Kotyńscy uczyli ich, być dobrymi ludźmi, tak jak oni byli
wychowywani. Pokazali swoim dzieciom prawidłową drogę życia, jego uroki i
niebezpieczeństwa. Razem dążyli przez świat, wierząc w Boga i mając w nim
nadzieję. Jako rodzina byli bardzo do siebie przywiązani. Aby resztę swoich dni
spędzić razem, zbudowali dom. W tym nowym miejscu, każdy miał swój kąt.
Lata płynęły dalej, a dzieci rosły w oczach. Kiedyś tak małe i
bezbronne, nagle stały się stanowcze i roztropne. W końcu założyły swoje
rodziny, miały własne dzieci. Czas nie był tak łaskawy dla Anny i Lucjana.
Pojawiły się u nich pierwsze siwe włosy, zmarszczki. W ciągu lat ich twarze
coraz bardziej starzały się, ale w sercach tkwiła nadal ta piękna, młodzieńcza
miłość. Jak już zostało wspomniane, czas był okrutny- Lucjan stawał się coraz
słabszy, chorował. Wtedy przypomniał sobie słowa cyganki. Wiedział, że nie może
opuścić „Andzi”. Pamiętał jeszcze czas pierwszego spotkania, pocałunku, miał
jeszcze w pamięci chwile, o których każdy tylko śni. Nie mógł zostawić żony, więc
trzymał się mocno przy życiu.
Twarz Anny coraz bardziej ukazywała jej sędziwy wiek, ale mimo wszystko
kobieta czuła się dobrze. Wydawałoby się, że jest zupełnie zdrowa. Jednak los
sprawiał, że często zostawiała czajnik z wodą na ogniu, ginęły jej klucze,
pieniądze. Zapominała nakarmić zwierzęta, nie pamiętała imion swoich wnucząt.
Wydawałoby się, że to jest naturalne w tak dojrzałym wieku, ale nawet czasem
dochodziło do tego, że swe wnuki traktowała jak obce osoby. Jedno z nich,
kończąc studiować medycynę, zauważyło to częste zapominanie drobnostek przez
babcię Andzię.
-Cześć, Wujku! Co tam u dziadka? –zapytała
młoda kobieta.
-Wszystko dobrze. Trochę źle się poczuł.
Podałem mu już leki–odpowiedział mieszkający z Kotyńskimi syn.
-…a babcia? -dziewczyna zaczęła delikatnie
sprawę.
-W porządku. Znowu gdzieś pogubiły się
klucze.
-Wiesz, wujek. Myślałam o tym. Wydaje mi
się, że babcia ma Alzheimera.
-Tak. Mnie też się tak wydaje, ale mama
nie chce iść do neurologa. Zobaczymy, jak to będzie. Jeżeli jej stan bardzo się
pogorszy, będziemy musieli zawieść ją do szpitala.
***
Mimo podejrzeń choroby i ciągłego zapominania niedalekiej przeszłości
Anna trzymała się dobrze. Ona i Lucjan mieszkali przez kilka lat ze swoim synem
i jego rodziną. Pozostałe dzieci często odwiedzały rodziców, aby im pomóc. Anna
mogła jeszcze gotować, więc chętnie przyjmowała gości. Czasem odwiedzały ją
nawet prawnuki, ale postęp choroby kobiety nie pozwalał jej zapamiętać ich
twarzy.
Pewnej sierpniowej niedzieli, jak co tydzień po obiedzie, Kotyńscy
wybrali się do kościoła. Anna czuła się źle. Nie dałaby rady dojść do świątyni.
Położyła się, by odpocząć. Podczas gdy reszta rodziny modliła się do Boga,
starsza pani postanowiła się zdrzemnąć.
-Cześć, Mamo! Już jesteśmy- powiedział
Zdzisław, wróciwszy z kościoła.
-Tato! Babcia leży i się nie rusza! Chyba nie
śpi, ale całe szczęście oddycha. Dzwonię na pogotowie!- krzyknęła jego córka,
gdy zobaczyła Annę.
Okazało się, że staruszka straciła
przytomność. Karetka szybko przyjechała i zawiozła kobietę do szpitala. Lekarze
stwierdzili u niej wylew krwi do mózgu. Kotyńska leżała nieprzytomna w
sterylnym, medycznym łóżku, ale Lucjan czuwał nad nią od rana do nocy. Znowu
przypomniał sobie cygankę i to jak bardzo zależało jej na tym, żeby parę o
wszystkim poinformować: „Długo będziecie żyć w małżeństwie, ale przed śmiercią
szybko jedno po drugim podąży”. Te słowa nie dawały mu chwili spokoju. Ponad
90-letni mężczyzna wciąż jeszcze pamiętał tę szmaragdową sukienkę, która była
znakiem ich miłości.
W sierpniu 2002 roku, po kilku dobach w szpitalu, lekarze stwierdzili
zgon. Mąż zmarłej wyraźnie się załamał. Widać było, że z dnia na dzień jest
coraz słabszy. Lucjan markotniał, tęsknił za Anną. Był w ciężkim stanie. Wszyscy
czuli, że może odejść w każdej chwili. Starszemu mężczyźnie brakło ukochanej
żony. Wytrzymał bez niej zaledwie 3 miesiące. Zmarł w październiku 2002
roku, mając 91 lat.
***
Rok 2008.
-Mamo, powiedz mi dokładnie historię
swoich dziadków- poprosiłam któregoś majowego wieczoru.
-Dobrze, ale to długa opowieść. Chcesz jej
wysłuchać?- zapytała.
-Jasne. Mów. Jak to było?- dopytywałam
się.
-Babcia „Andzia” i dziadek „Lodzik” od
dzieciństwa mieszkali w Pogorzałkach…- zaczęła opowiadać. Pamiętam, że jako
mała dziewczynka odwiedzałam dziadków. Niestety, babcia mnie nie rozpoznawała
–to przez zaawansowanie jej choroby. Tuż przed śmiercią staruszki rodzina była
prawie pewna, że Anna cierpi na Alzheimera.
Za to dziadek rysuje się w mojej pamięci
mniej wyraźnie. Rzadziej go widywałam. Zawsze był schorowany i słaby. Ale
pamiętam, że moi pradziadkowie bardzo się kochali. Jestem przekonana, że teraz
w niebie też są razem i patrzą na mnie z góry.
Z uczniowskiej teki
O Balladynie - inaczej
Człowiek
ambitny ma wysokie aspiracje, wkłada wiele wysiłku i zdolności w to, co robi.
Balladyna z dramatu Juliusza Słowackiego właśnie taka jest – za wszelką cenę
chce osiągnąć cel, czyli wysoką pozycję społeczną i poświęca temu swoje życie –
rodzinę, przyjaciół. „Zahacza” przy tym o miano zbrodniarki. Mimo tego sądzę,
że Balladyna to kobieta ambitna.
Moim zdaniem potwierdzeniem ambicji dziewczyny jest
fakt, że bohaterką nie kieruje ślepa chęć zabijania. Nie mści się ona za nic.
Jej zachowanie jest ściśle ukierunkowane. Dokonuje zbrodni, bo ma w tym cel.
Niestety, osiąga go poprzez nieludzkie czyny, ale są to działania, w wyniku
których dziewczyna otrzymuje konkretne korzyści. Kobieta jest skrajnie ambitna,
ponieważ zaspokaja swoje potrzeby poprzez zabijanie. Zamordowała Alinę, by
zostać żoną Kirkora. Potem postanowiła usunąć Gralona, aby jej nie
przeszkadzał. Następnie zginął Grabiec, który posiadał koronę, jaka była
potrzebna Balladynie do spełnienia marzeń. Kostryn został otruty, by dziewczyna
mogła dokończyć dzieło. Te uzasadnione działania to droga do osiągnięcia celu,
dlatego uważam, że osoba, która ją wybrała, jest skrajnie ambitna.
Myślę, że Balladynę
cechuje ogromne poświęcenie. Oddała wszystko, co miała, by przeprowadzić swój plan do końca. Straciła
rodzinę – zabiła siostrę i wyrzekła się matki. Udawała miłość – wyszła za
Kirkora tylko dla władzy. Nie miała przyjaciół – znajomość z Kostrynem była
pełna oszustw i nieufności. Aby dotrzeć do celu, zrezygnowała ze wszystkich
najpiękniejszych uczuć, jakich człowiek doznaje w życiu. Sądzę, że jest to
bardzo duża strata. Człowiek, który decyduje się na takie życie, musi być
bardzo ambitny. Dlatego myślę, że Balladyna to nie zwykła zbrodniarka, lecz
kobieta gotowa do ogromnych poświęceń (niekoniecznie w dobrej sprawie).
Uważam, że główna bohaterka jest osobą ambitną, bo gdy
zrealizowała jeden plan, stawiała sobie następny cel. Na początku zamordowała
Alinę, żeby być żoną Kirkora. Potem marzyła o władzy, dlatego zabiła Grabca
posiadającego koronę. Nienasycona, usunęła Pustelnika – następną przeszkodę, by
tylko razem z Kostrynem móc cieszyć się posiadaną władzą. Potem postawiła sobie
kolejny cel – panować samodzielnie. Oczywiście dopięła swego, zabijając
wspólnika. Dlatego sądzę, że Balladyna to kobieta ambitna.
Sumując, główna bohaterka swoje zachcianki zaspokajała
w bardzo drastyczny sposób. Nie zmienia to faktu, że jest to osoba z ambicjami
– wysokimi, ale jednak. Cele osiągała, idąc po trupach. Czasami ludzie decydują
się na straszne czyny. Balladyna posunęła się bardzo daleko. Zrobiła wszystko,
aby mieć to, czego chce. Dla, niestety, złej sprawy poświęciła życie.
/ Karolina Mazur kl. II
g /
KLARA I PAPKIN – na podstawie
„Zemsty” A .Fredry
Scenariusz- Jakub Szydłowski kl. IIg
Obsada: Klara – Aleksandra Zabłudowska kl. IIg
Papkin – Patryk Molski kl.IIg
(Papkin
siedzi przy stole, na głowie czapka/kaptur, na sole stoi radio i gra muza.
Papkin kiwa się w rytm muzyki. Wchodzi Klara, która ,widząc Papkina, usiłuje
się cofnąć, lecz ten ją spostrzega).
P. (z entuzjazmem): Joł ziomala. Jesteś Klara
fajna laska. Dawno chciałem już zagadać, że podobasz mi się bardzo. Inne laski
z twojej klasy nawet się nie umywają. Może byśmy pochodzili?
(Klara robi ironiczną minę).
K.: Coś ty Papkin? Tak od razu? Propozycja
ta niehalo. Muszę najpierw to rozkminić. Masz opinię podrywacza.
P.: Co, nie wierzysz w moją lovę? (ironicznie) Może muszę
ci przysięgać?
K.: Łatwo rzucić parę słówek, złapać laskę
na chodzenie.
P.: Spoko Klara, daj na luz. Wtopy żadnej
tu nie będzie. Ty z urody Britney Spears , ze mnie Clooney wykapany.
K.: Hmm... (Po zastanowieniu) Dużo fajnych
starszych ziomów chciało ze mną chodzić wcześniej. Rudy Rysiek z IIIb, Wojtek,
co na desce jeździ super, no i Michał od hip-hopu, co nawijkę zapodaje. Jeśli
jesteś taki kozak, musisz spełnić ten warunek: będziesz z nimi konkurować.
P.: Słuchaj Klara, ja dla ciebie zrobię
wszystko, co zażądasz. Tamtych gości się nie dygam. Jestem chłopak hardkorowy.
Moja sława freestajlera znana jest po całej budzie.
K.: Heja młody, nie tak szybko. Zaraz
powiem, co masz zrobić, bo nie jestem laska zrywna do łażenia z byle kim.
P.: Dobra, zapodawaj Klara dalej, wszystko
zrobię, czego chcesz. Mam przywalić komuś w zęby?(Papkin wstaje i zaczyna się kiwać w rytm
muzyki hip-hopowej)
K.: (ironicznie) Siadaj!!! Nie chcę żadnej tu
zadymy, bo rozniosą cię na strzępy. Ciągle gadasz i się chwalisz. Musisz
skończyć z nawijaniem, to warunek będzie mój.
P.: Nie ma sprawy, które przerwy mi
wyznaczasz?
K.: Czy ty ziomal tu żartujesz? Masz nie
gadać sześć miesięcy, i na przerwach i po lekcjach. Możesz słuchać tylko muzy.
P.: (wytrzeszcza oczy) Sześć miesięcy?
K.: (ze złością) Tak, nie więcej. A poza tym
muszę sprawdzić też odporność. Ile dla
mnie bez jedzenia możesz wytrwać.
P.: (zdziwiony) Bez jedzenia? Czyś ty laska
oszalała?!
K.: Daruj sobie zapiekanki i kanapki ze
sklepiku. Bez snickersów oraz coli musisz koleś obyć się. (łaskawie) Chleb i woda dopuszczona.
P.: Ale ile czasu mam się męczyć?
K.: Styknie rok i dzionków cześć. A poza
tym...(patrzy
na Papkina i widząc jego przestraszoną minę) Spoko koleś, już ostatnie. Skołuj ziomek
krokodyla. Taka moda teraz jest. Tarantula mi nie leży. Węży jakoś brzydzę się.
Ten krokodyl to w sam raz. Wszystkie boje friendsy z klasy będą mi zazdrościć
go. Jeśli zrobisz, co ja każę, to możemy chodzić razem.
(Klara rzuca na niego ironiczne spojrzenie
i wychodzi)
(Papkin wzdycha, siada przy stole,
podpiera głowę rękami, mówi przygnębiony)
P.: Krokodyla, ale sobie wymyśliła. Będzie
siara na 102. Skąd jej wezmę krokodyla? Mogła przecież chcieć do kina czy na
pizzę ze mną iść. Albo nawet bym jej kupił jakąś muzę nieprzeciętną. Jeśli lubi
tak zwierzęta, szarpnąłbym się na chomika albo nawet na kanarka. Z żarciem
sobie bym poradził, przecież by mnie nie sprawdziła. Z gadką też nie żaden
kłopot, bo cwaności mi nie brak (wychodzi burcząc). Krokodyla! Ma fantazję!
( „Lekcje z „Zemstą” - przedstawienie
zostało zaprezentowane w dniu 1 czerwca
2009r. w klasie IIg )
Wywiad z Papkinem –bohaterem
„Zemsty” A. Fredry
J.S.: Chciałbym przedstawić Państwu znamienitą postać
– Józefa Papkina, znanego jako Lew Północy.
Szanowny Panie Papkinie, czy zechciałby Pan powiedzieć o sobie kilka
słów?
P.: Jak już raczyłeś powiedzieć jestem Józef Papkin
incognito, na tytuły miejsca nie ma.
J.S.: Chociaż Twoja sława Cię wyprzedza, czy
zechciałbyś określić, jakie przymioty ducha i ciała wyróżniają Cię spośród
grona młodych ludzi?
P.: Zacznę od wyglądu, jak sam widzisz, mam dumną i
szlachetną postawę, gładkie lico, włos w pierścienie, tęgą minę. Zaś cechuje
mnie odwaga, gdyż do rycerskiego dzieła matka w łonie mnie poczęła. Znajdę radę
w każdej sprawie. Me talenty wszystkim znane. Giną za mną też kobiety.
J.S: Czy w takim razie istnieje wybranka Twego serca?
P.: To piękna Klara, starościanka miodopłynna.
Niestety, nie jest mi dane cieszyć się jej wzajemnością, gdyż z nieznanych
względów wybrała ona Wacława – syna Rejenta.
J.S.: Czy pańska miłość nie natrafiła także na inne
przeszkody?
P.: Tak, Klara zażądała ode mnie kilku miesięcy postu
i milczenia, ale nie to było najgorsze. Poleciła mi również przywieźć żywego
krokodyla. Byłbym spełnił te warunki, gdyby nie sprzeczka między Cześnikiem a
Rejentem.
J.S.: Odstąpmy od tego bolesnego tematu. Widzę u Pana
boku piękną szablę, czy możemy się o niej czegoś więcej dowiedzieć?
P.: Nazwałem ją Artemizą, na cześć greckiej bogini.
Służyła mi wiernie w wielu potyczkach, sławiąc moje imię na wszystkie strony
świata.
J.S.: Czy była potrzebna także w trakcie bitwy o mur?
Proszę pokrótce opowiedzieć, co się tam zdarzyło.
P.: Rejent, aby rozgniewać Cześnika,
rozpoczął odbudowę muru granicznego. Mój chlebodawca nie chciał do tego
dopuścić. Znając moją sławę Marsowego Syna, powierzył mi zadanie powstrzymania
murarzy. Przeprowadziłem szturm. Mógłbym zakończyć życie tej tchórzliwej
hołoty, ale powodowany litością oszczędziłem ich. I tak dostali niezłą nauczkę,
a ja zdobyłem jeńca – syna Rejenta.
J.S.: Drogi Papkinie, czy nie zawiodły jednak Pana
umiejętności podczas pełnienia misji posła między Cześnikiem a Rejentem?
P.: Powierzone mi zadanie wykonywałem z honorem, nie
zważając na szykany ze strony przeciwnika mego pana, ale jego podstępna intryga
– otrucie mnie lampką wina, jak również zdrada Podstoliny, pomieszały mi szyki.
Cudem ocalałem!
J.S.: W takim razie twa niezłomność z pewnością
została doceniona przez Cześnika.
P.: Niestety, mój pan zlekceważył me chlubne czyny,
gdyż był owładnięty chęcią zemsty. Musiałem więc powierzyć swój los opaczności
Bożej i spisać testament.
J.S.: Jak rozporządziłeś więc majątkiem?
P.: Ruchomości, czyli angielską gitarę i kolekcję
motyli, powierzyłem tej, którąm zawsze kochał – Klarze Raptusiewiczównie,
natomiast Artemizę miał dostać najdzielniejszy rycerz w Europie, pod warunkiem,
by postawił pomnik na mym grobie.
J.S.: Skoro testament nie okazał się potrzebny, a
Cześnik i Rejent pogodzili się, to co zamierzasz dalej robić?
P.: Jak już mówiłem, jestem mądry w radzie, dzielny w
boju, rotmistrz sławny i kawaler, kula ziemska zna Papkina, więc bez trudu
znajdę zatrudnienie gdziekolwiek się udam.
J.S.: Dziękuję za wywiad i poświęcenie mi swego
cennego czasu.
Jakub Szydłowski kl.II g
Blaski i cienie pracy w szkole
- z Panem Przemysławem
Borowikiem
– jednym z „WYJĄTKOWYCH
MOŃKOWIAN”
Czy lubi Pan swoją
pracę?
- W miarę lubię, chociaż potrafię wyobrazić sobie pracę mniej
stresującą i męczącą, bardziej wdzięczną. Zawód nauczyciela przypomina trochę
sadzenie lasu. Trzeba włożyć dużo wysiłku, a co z tego wyniknie, okaże się
dopiero po latach.
Jak Pan to robi, że jest Pan najbardziej lubianym nauczycielem w
szkole?
- To łatwe pytanie. Nie robię absolutnie nic w tym względzie. Nie wiem,
na ile reprezentatywny był Wasz sondaż czy ankieta. Jestem nieco zaskoczony
wynikami. Dziękuję. To miłe, że uczniowie traktują mnie z sympatią. Niemniej
wolałbym, żeby moi uczniowie mniej mnie lubili, a więcej się uczyli. Dużo
wdzięczniejszym obiektem byłby mały kotek lub piesek. O ile oczywiście rodzice
Wam na niego pozwolą.
Czy lubi Pan spędzać czas z młodzieżą?
- Lubię, ale nie po 8 godzin
dziennie. Wśród Was jest wielu w gruncie rzeczy sympatycznych i inteligentnych
młodych ludzi. Byłoby dobrze, gdybyście
tylko zechcieli owe przymioty częściej i we właściwy sposób okazywać.
Jakie są wady i zalety pracy w szkole?
- Wady są liczne. Niektóre dostrzegliście
zapewne sami. Moim zdaniem do największych uciążliwości należy hałas. Znoszę go
z trudnością. Do tego dochodzą różne absurdalne przepisy zabierające czas i
energię, które można by przeznaczyć na coś pożytecznego. Również ocenianie nie należy do przyjemności. To niezwykle trudna sztuka. Część
uczniów i (niestety) rodziców kładzie nacisk na zdobywanie ocen, a nie
wiedzy. Tymczasem z punktu widzenia celu
funkcjonowania szkoły, oceny są rzeczą drugorzędną. Niektórzy nie rozumieją, że
( jak to mówiono w średniowieczu):
„Dobrym szkodzi, kto złych oszczędza”. Wadą są też zarobki,
niewspółmierne w stosunku do wkładanego wysiłku. To ostatnie dotyczy zresztą
większości zawodów w naszym kraju, a nie tylko zawodu nauczyciela. Są też
zalety, niestety mniej liczne. Do zalet zaliczyłbym możliwość samodzielnego
organizowania sobie pracy. Więcej niż gdzie indziej jest czasu wolnego, chociaż
jest w wielkim błędzie ten, który myśli, że nauczyciele pracują po 18 godzin
tygodniowo. To naprawdę wyczerpująca praca. Kto nie wierzy, niech spróbuje.
Dlaczego został Pan nauczycielem?
- To trudne pytanie. Kiedy kończyłem studia bezrobocie było tak
wysokie, że o zdobyciu pracy nie decydowały kwalifikacje i umiejętności. Trochę
więc z konieczności, bo zawód historyka nie jest nadmiernie poszukiwany. Z
drugiej jednak strony bycie nauczycielem umożliwia mi zajmowanie się historią,
czyli tym, co lubię. Zawód nauczyciela po części wybrałem więc z zamiłowania.
Znacznie gorzej czułbym się, prowadząc firmę, choć zapewne zarabiałbym więcej.
Tego samego Wam zresztą życzę, żebyście mogli w życiu robić to, co lubicie.
Fajnie byłoby, gdyby na dodatek solidnie Wam za to płacili.
Dziękujemy za rozmowę.
Uczniowie kl. III a
Zasiadamy w
Sejmie – wspomnienia posłanek
1 czerwca, w Dniu Dziecka, miały miejsce
obrady Sejmu Dzieci i Młodzieży. Była to już XV sesja. Z każdego województwa
wytypowano tylu uczniów, ilu dorosłych posłów z danego regionu zasiada w „prawdziwym” sejmie. W tym roku
miałyśmy zaszczyt reprezentować nasze województwo.
Kilka tygodni temu spotkali
się przedstawiciele trzech komisji, wytypowanych do przygotowania ustaw i
apeli, które 1 czerwca poddaliśmy pod głosowanie. Niestety, nie zostałyśmy
przydzielone do żadnej, ponieważ typowano do nich osoby starsze, z liceum.
Pierwsza komisja opracowała apel w sprawie zbliżających się wyborów do
Parlamentu Europejskiego. Niektórzy z młodych posłanek i posłów zgłosili kilka
poprawek do tego projektu, po czym zagłosowaliśmy za przyjęciem go. Druga komisja
przygotowała apel w sprawie umacniania demokracji poprzez kształtowanie postaw
obywatelskich. Również do tej pracy członkowie Sejmu Dzieci i Młodzieży mieli
pewne zastrzeżenia, zgłoszono aż dziewięć poprawek. Kilka z nich odrzuciliśmy,
jednak większość przyjęliśmy. Cały projekt został zaakceptowany i przekazany na
ręce Marszałka Sejmu, pana Bronisława Komorowskiego. Trzecia komisja pracowała
nad uchwałą z okazji roku Solidarności. Projekt ten również przyjęliśmy po
wprowadzeniu kilku niewielkich zmian.
Następny punkt porządku
dziennego przewidywał zadawanie pytań przedstawicielom rządu. Każda z komisji
opracowała po dwa pytania, które jej reprezentanci przedstawili ministrom.
Odpowiedzi udzielała nam m.in. pani Jolanta Fedak – Minister Pracy w rządzie Donalda
Tuska. Jako młodzi parlamentarzyści mogliśmy zadać maksymalnie pięć pytań
dodatkowych, na które ministrowie udzielali odpowiedzi uzupełniającej.
Około
godziny 15.00 Marszałek Sejmu, Karolina Krakowiak, uroczyście zamknęła obrady
XV sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży.
Po
wyjściu z sali plenarnej otrzymałyśmy podziękowania Podlaskiego Kuratora
Oświaty za reprezentowanie województwa podlaskiego. Dostałyśmy też
zaświadczenia z Kancelarii Sejmu, które potwierdzają, że byłyśmy posłankami na
XV sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży.
To
był niezapomniany Dzień Dziecka. Jesteśmy przekonane, że wspomnienia z tej
niecodziennej przygody z parlamentem na długo pozostaną w naszej pamięci.
Magdalena
Pacewicz, klasa Id
Aleksandra
Palecka, klasa IIIf
PODSUMOWANIE WOJEWÓDZKICH KONKURSÓW PRZEDMIOTOWYCH W GIMNAZJACH
W kwietniu odbyło się
uroczyste podsumowanie tegorocznych konkursów przedmiotowych organizowanych
przez Kuratorium Oświaty w Białymstoku. W tym roku nasze gimnazjum może
poszczycić się sukcesami kolejnych uczniów. W gronie finalistów znaleźli
się:
· Aleksandra Palecka kl. IIIf
(chemia – p. Krystyna Sauć,
geografia –p. Elżbieta Abramowicz);
„Losy żołnierza i dzieje oręża polskiego”
–p. Eugeniusz Wojtkielewicz
· Izabela Wejs kl. IIIf
(język polski- p. Lidia Kraszewska);
· Marta Chojnowska kl. IIIf
(język angielski –p. Janusz Szorc);
· Karolina Kuć
kl. IIIe („Losy żołnierza i dzieje
oręża polskiego” – p. E. Wojtkielewicz);
· Maciej Smółko
kl. IIIf („Losy żołnierza i dzieje
oręża polskiego” –p. E. Wojtkielewicz);
Zaszczytny tytuł laureata
wypracowali następujący uczniowie:
· Marta Chojnowska kl. IIIf
język polski – p. Lidia Kraszewska,
matematyka – p. Małgorzata Dmitruk,
chemia –p. Krystyna Sauć);
· Jakub Szydłowski
kl. IIg
język polski – p. Lidia Kraszewska);
Laureatom i finalistom serdecznie
gratulujemy i życzymy sukcesów w dalszej edukacji.
Należy dodać, iż laureaci
konkursów przedmiotowych korzystają ze specjalnych uprawnień, wśród których niewątpliwie atrakcyjnym jest
zwolnienie z egzaminu gimnazjalnego. Zachęcamy więc uczniów naszego gimnazjum do udziału w
przyszłorocznych konkursach.
L. Kraszewska
Konkursu
Wiedzy o Unii Europejskiej
31 marca 2009 r. w naszym gimnazjum odbył się szkolny etap
Konkursu Wiedzy o Unii Europejskiej.
Wzięło w nim udział 58 uczniów. Ich zadaniem było udzielenie odpowiedzi na 30
zamkniętych pytań. Do etapu wojewódzkiego zakwalifikowało się 4 uczniów:
1. Szymon Odyjewski
2. Błażej
Kuć
3. Krystian
Leszkowicz
4. Szymon
Wyszkowski
Organizacją konkursu oraz przygotowaniem testu
zajęła się Pani Agnieszka Pisanko-Borowik
Etap wojewódzki odbył się 27 kwietnia 2009 r. w I Liceum
Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Białymstoku. Uczniowie tym razem
musieli zmierzyć się z testem, składającym się ze 100 pytań zamkniętych. Na
szczególne wyróżnienie zasługuje Krystian Leszkowicz z kl. III f, uczeń Pana Eugeniusza Wojtkielewicza, który
zajął II miejsce w województwie. Uroczyste wręczenie nagród laureatom
odbyło się 1 maja 2009 r. na placu miejskim w trakcie obchodów 5 rocznicy
wejścia Polski do Unii Europejskiej. Nasz gimnazjalista otrzymał nagrodę o
wartości 1000 zł.
WYNIKI
SZKOLNYCH KONKURSÓW MATEMATYCZNYCH
KLASY PIERWSZE
|
Nazwisko i imię
|
Klasa
|
Suma pkt.
|
Miejsce
|
|
Budrowski Maciej
|
I g
|
47
|
I
|
|
Bujno Arleta
|
I a
|
34
|
II
|
|
Głódź Sebastian
|
I g
|
33
|
III
|
|
Wiszowaty Tomasz
|
I a
|
30
|
IV
|
|
Augusewicz Piotr
Chojnowski Karol
Miękisz Karolina
|
I a
I c
I d
|
28
|
V
|
|
Hinz Bernard
Tabor Jakub
|
I a
I b
|
27
|
VI
|
|
Łobanowska Paulina
|
I d
|
26
|
VII
|
|
Snarska Justyna
|
I a
|
24
|
VIII
|
|
Studniarek Dagmara
|
I c
|
23
|
IX
|
KLASY DRUGIE
Odbyły się trzy etapy. Do etapu trzeciego dotarło 10 uczestników.
1.Ewelina Mikucka II G
2.Karolina Wojtach II G
3.Karolina Mazur II G
4.Dawid Karmiński II E
5.Maciej Odyjewski II F
6.Mateusz Kruczkowski II F
7.Patryk Rafało II G
8.Jakub Szydłowski II G
9.Iwona Zalewska II D
10.Adam Zabielski II H
Zwycięzcami konkursu zostali:
Jakub Szydłowski – I miejsce – 21 punktów
Adam zabielski – II miejsce – 16 punktów
Patryk Rafało - III miejsce – 15 punktów
KLASY TRZECIE
|
Nazwisko i imię
|
Klasa
|
Suma pkt.
|
Miejsce
|
|
Palecka Aleksandra
|
III f
|
36
|
I
|
|
Chojnowska Marta
|
III f
|
35
|
II
|
|
Smółko Maciej
|
III f
|
34
|
III
|
|
Mocarska Marlena
|
III a
|
30
|
IV
|
|
Sierba Tomasz
Kuć Błażej
|
III f
III e
|
26
|
V
|
|
Mogielnicki Przemysław
|
III e
|
22
|
VI
|
|
Rutkowski Eryk
Grochowska Agnieszka
Buńkowski Mariusz
|
III e
III d
III h
|
21
|
VII
|
|
Malinowska Wioleta
Potocki Karol
|
III c
III d
|
18
|
VIII
|
|
Dobreńko Patryk
|
III a
|
17
|
IX
|
|
Leszkowicz
KrystianRutkowski Bartosz
|
III fIII e
|
16
|
X
|
Kangur Matematyczny 2009
W konkursie uczestniczyło 47 uczniów
naszego gimnazjum. Najlepsze wyniki osiągnęli:
w
kategorii kadet – Sebastian Głódź I G
w
kategorii junior – Smółko Maciej III F i Palecka Aleksandra III F
Wymieni uczniowie otrzymali wyróżnienie.
Gratulujemy
Nauczyciele matematyki
POETYCKO
Poetą być…
***
W
piękny kwietniowy poranek
Obudził
mnie śpiewający skowronek.
Powiedział
mi: „Czas z łóżka wstać”,
Sprawiając,
że już się nie chciało spać.
Z
ogrodu pierwszy tulipan
Już
wczoraj u mnie zawitał.
W
pokoju się jego zapach roznosi
„Spójrz
na mnie” – zdaje się prosi.
Mama
zamienia się w ogrodnika,
Czule
kwiatów dotyka.
To
coroczne jej marzenie
Rozplątać
roślin korzenie.
Aleksandra
Piasecka kl.IIIe
Stara
gitara
Dopóki
nie miałam cię w dłoniach
Nie
kochałam cię tak mocno
Byłaś
odległa, nieznana
Teraz
twoja muzyka wypełnia moje serce,
Gra
w mojej głowie
Choć
bolą palce, to wiem
Że
nigdy nie zapomnę chwili,
W
której pierwszy raz dotknęłam strun
Aleksandra
Piasecka kl.IIIe
Wiersze Błażeja z III a – warto przeczytać
Zrozumienie
„I radość ustąpiła miejsca nudnej monotonii
I poczuciu niepowetowanej
straty”.
A. Czechow
Ileż trzeba wylać łez
pustej rozpaczy
By w nich się doszukać
swojej własnej winy,
Z dumnych wyżyn klęknąć w
sumienia równiny?
I cóż, że żałuję? To już
nic nie znaczy.
Ileż trzeba przebrnąć
stronicowych treści
Żeby móc rozumieć płynące
morały?
Ileż łączyć myśli, by
obraz był cały?
Jak odrzucić kamień, by
zginął bez wieści?
Jak trudno jest przyznać,
że się nie rozumie
Świata, w którym przecież
jest się całe życie?
Choroby nie leczy samo
jej wykrycie,
Miłość jest jak sztuka -
nie każdy ją umie.
Wiem już, pewnych rzeczy
nie można tłumaczyć,
Przyjdzie na nie kolej,
czytaj: zapomnienie.
Zostanie, najwyżej,
dziurawe wspomnienie.
I cóż, że żałuję? To już
nic nie znaczy.
Samokrytyka
Samokrytykę pisząc,
wypociłem wiele
Wspomnień niepotrzebnych
i mnie oskarżających,
Które sam przedstawiam,
oto w swoim dziele
Stygły już dość długo, lecz
nadal gorące.
Mówiłem bardzo dużo, ale
niepotrzebnie,
Ilość wszak nie świadczy
o słowa jakości.
Gdy to zrozumiałem,
własna lica blednie,
Ile w zachowaniu mym jest
złośliwości.
Nie działały na mnie
karcenia, kazania,
Które, wysłuchawszy,
brałem w zapomnienie.
Robiąc z siebie głupka,
tego do wyśmiania,
Zrozumiałem w końcu, że
muszę się zmienić!
Ile wszak obiecałem? Tego
nie policzę,
Tak dobry nie jestem w
zwykłym dodawaniu!
Uderzałem mocno w
niejeden policzek,
Co zakańczał zwykle
wyższych sfer dywanik.
Papierosy, wódka? To
raczej nie dla mnie,
Nie dla mnie także inne
„unowocześnienia”.
Nauczycieli nastrój
psułem – ten poranny,
Narażając innych na głowy
suszenia.
Oglądałem błaznów,
których jest na pęczki,
A oni przecież są mym
odzwierciedleniem.
Gdy tak pomyślałem,
upadłem na klęczki
Pod ciężarem tego, co
zwane olśnieniem.
Obiecać poprawy, to ja
już nie będę.
Wytrwać w obietnicy –
zawsze bardzo trudno.
Postaram się po prostu
nie kroczyć za błędem,
Ale nie do końca, bo
byłoby za nudno.
Właśnie tym akcentem
kończę moje dzieło –
Samokrytykę, na co nocami
i dniami,
Moja głowa dużo wspomnień
złych przemiękła,
Które mam nadzieję – zostaną wspomnieniami.
Dla Ciebie prezent
proszę o tę różę myśli
w bukiecie słów
i wazon przesłania
najpiękniejszy
do tego małą karteczkę
z napisem „kocham”
Więzień duszy
Na dźwięk wolności
rzuciłem się do kraty
A to tylko więźnia
przywieźli nowego.
Ze łzami w oczach był i
krzyczący: „Poratuj
Panie Boże!”. Lecz Bóg
nie ma nic do tego.
Poeta. Lirykę od świata
oddzielał,
W słowach niepotrzebne,
własne żale kruszył.
Jeśli się nie mylę,
napisał poemat:
„ O tym jak zostałem
więźniem własnej duszy”.
Za co go skazali, tego
nie dopowiem.
Mówił, że za miłość,
której się dopuścił.
Ale to poeta, on ma rozum
w głowie
Własny, słów swobodę,
własny myśli ucisk.
Tak, był silny, chociaż
często w nocy płakał.
Płaczem niespełnienia
bardziej niż rozpaczy.
Jego płacz był tak jak
zniszczony barbakan-
Ochraniając w środku, co
najwięcej znaczy.
Cztery lata przeżył. Może to niewiele.
Jego literackość w dym!
Na zmarnowanie!
Chociaż w niej się
dławił- słowem wielbił celę
I to tylko cela łkała na
rozstanie…
*** (Kiedyś, w nieodległych czasach)
Kiedyś, w nieodległych
czasach
Smutny żywot człowiek
wiódł.
Nigdy w miejscu, zawsze w
trasach
Syzyfowy cierpiał trud.
Jakby nazwać to
najprościej:
Poszukiwał swej miłości.
Pośmiewiskiem był dla
ludzi
W tej wędrówce ślepej
tak!
Tu upadnie, tam ubrudzi
Chwiejnym krokiem dążąc
wspak.
Nie rozumiał prawdy
wcale:
„Zamiast szukać, daj się
znaleźć”.
Dzielnie znosił chłodne
zimy.
Przeżył bardzo wiele zim,
Przeziębienia i anginy
Często leczył; także z
tym
Miał problemy wszak
niemniejsze
Bo starzało mu się serce.
W końcu, starzec się
zatrzymał
Balon uczuć w sercu pękł.
Kazał kochać się na siłę
Tej, co puentą wszystkich
mąk.
Wtedy, których nie miał,
bliscy
Pożegnali się z nim wszyscy.
Złote myśli
naszych nauczycieli
– z przymrużeniem oka (wybór)
„Ja wpisuję na dzisiaj klasówkę. Dzisiaj się odbywa, a
jutro piszecie.”
„Dno i jeszcze metr mułu.”
„Im gorzej, tym lepiej.”
„Będę wstawiać oceny bez zawyżania: dwójka to dwójka,
czwórka to czwórka, a trójka plus to trójka.”
„Owszem, nie”
„Co ty myślałeś, że masz takie same prawa jak inni?!”
„W tym tygodniu po niedzieli.”
„Okulary kup. Będziesz słyszała wtedy.”
„Który punkt jest podejrzany o bycie punktem środka
symetrii?”
„Im krótsza era, tym krócej trwa.”
„Pani nie musi tego wiedzieć”
„Ile w lasach jest drzew iglastych?”
„Miesiąc zimowy, jest to miesiąc zimowy”
„Prawie dobrze. Ale prawie robi wielką różnicę, więc
prawie wszystko źle.”
„Palacze palą najczęściej”
„Krasnorosty, jak sama nazwa wskazuje, mają kolor
czerwony”
„Będzie w formie pytanie, np. Opisz…”
„Pani pyta już o pytanie!”
„Bardzo bezbłędnie”
„Wychodzi jej między dopuszczający”
„Twoja głowa służy ci tylko
do noszenia włosów.”
Uśmiechnij się
Dwóch kumpli spotyka się po wakacjach, jeden mówi do drugiego :
- Twoje policzki zaokrągliły się w czasie tych wakacji. Jadłeś dużo
dobrych rzeczy?
- Nie więcej niż zwykle, tylko codziennie musiałem dmuchać materac, bo
zapomniałem zabrać z domu pompkę.
*****
Jasiu spóźnia się na lekcję. Nauczycielka pyta go:
- Dlaczego się spóźniłeś?!
Jasio odpowiada:
- Proszę pani, myłem zęby, to już więcej się nie powtórzy!
*****
- Mamo, Jasiu uderzył mnie w głowę - skarży się Małgosia.
- Czy to prawda, Jasiu?
- Nie, a jak będzie tak kłamała, to dostanie jeszcze raz…
*****
- Jasiu, znasz liczby?
- Znam, tato mnie nauczył!
- To powiedz, co jest po sześciu?
- Siedem.
- Świetnie, a po siedmiu?
- Osiem.
- Brawo, nieźle cię tato nauczył, a po dziesięciu?
- Walet!
Jasiu widzi jak mama nakłada maseczkę na twarz i pyta:
- Mamusiu, po co to nakładasz?
- Żeby ładnie wyglądać.
Po godzinie widzi że mama zmywa maseczkę.
- I co, rezygnujesz?
*****
Tato ogląda dzienniczek Jasia i mówi:
- Jasiu, znowu dostałeś 1 z historii.
A Jasiu odpowiada:
- Niestety, historia lubi się powtarzać.
Gazetkę redagowały:
Aleksandra Palecka
Marta Chojnowska
Opiekunowie
gazetki
L.Kraszewska&J.Kulikowski
gazetka_gim@wp.pl
|